Wycieczka na Kościelec (2158 m n.p.m.) to już kawał górskiej wędrówki, a zarazem szczyt jest jeszcze łatwo osiągalny z samego Zakopanego. Ostatnia partia to prawdziwa wspinaczka i naprawdę trzeba ze wszystkich sił uważać, żeby nie spaść ze ściany. Sam szczyt, ze względu na swoje centralne położenie, zapewnia niesamowite wrażenia widokowe.
Na początek mała porada. Warto zacząć z Toporowej Cyrhli przez Murowaniec, bo ogranicza to do niezbędnego minimum (aczkolwiek niestety nie całkowicie) przepychanie się przez tłum pseudoturystów zmierzających do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Niemniej jednak, zwłaszcza jeżeli wycieczka ma miejsce latem, ma to niebagatelne znaczenie, bo do Czarnego Stawu i tak dojść trzeba.
Sam staw jest bardzo malowniczy i choć mniej znany niż te z Doliny Pięciu Stawów, czy też Morskie Oko, w niczym urodą im nie ustępuje. Warto też nad nim na chwilę przysiąść i odpoczywając, ponapawać się widokami na Granaty i szczyty nad Dolinką Kozią. Przez lornetkę, albo dobry obiektyw można także uważniej przyjrzeć się Orlej Perci i nabrać respektu przed najtrudniejszym tatrzańskim szlakiem.
Znad Stawu ruszyć należy na Przełęcz Karb przez Mały Kościelec, co stanowi próbę generalną przed podejściem na sam Kościelec czarnym szlakiem. Na krótkim odcinku pokonywane jest przewyższenie niemal 300m, a chociaż szlak nie jest zabezpieczony łańcuchami, to w użyciu są wszystkie cztery kończyny. Ale warto. W drogę powrotną można wybrać się przez Przełęcz Karb, a następnie do Zielonego Stawu Gąsienicowego, a potem czarnym szlakiem do schroniska w Murowańcu. Tu znowu można odpocząć, a potem ruszyć z powrotem do Zakopanego.
Zobacz
galerię zdjęć z Tatr.