|
Autor: Asia
|
Na spływie Omulwią byliśmy w majowy długi weekend 2005. Było to bardzo ciekawe przeżycie i obfitujące w wiele niespodzianek. Część z wydarzeń, które miały tam miejsce, nie bardzo nadaje się do relacjonowania, ale to tylko dodatek do znakomitych walorów turystycznych przedsięwzięcia :-). Omulew nie jest
długą rzeką (114 km), spływ nią nie jest też szczególnie wielkim
wyzwaniem dla znających się na rzeczy kajakarzy. Płynie jednak przez
zupełnie odludne tereny, często przez otwarte przestrzenie kurpiowskich
łąk i daje przez to wrażenie dużego spokoju i bezpośredniego kontaktu z
naturą. Poza Ostrołęką, która leży u jej ujścia do Narwii, jedyną
większą miejscowością leżącą nad rzeką jest Wielbark, który jak wiadomo, do szczególnie ludnych metropolii nie należy. Często za to można tu spotkać okazy rzadkiego ptactwa, czy też bobry, ślady bytowania których widoczne są na każdym kroku
Trasę spływu można sobie nieco wydłużyć, jeśli doda się do trasy któryś
z dopływów Omulwii, np. Sawicę. Ta niewielka rzeczka wije się przez
lasy i niekiedy konieczne są przenioski, ale można się nią naprawdę
bardzo przyjemnie pokołysać. Sama Omulew, wypływająca z jeziora o tej
samej nazwie, przecina raczej podmokłe łąki, rozlewając się po nich
szeroko, przez co niekiedy ma się wrażenie, że płynie się przez wielki
błękit.
Pewną trudnością, choć dla ambitniejszych turystów jest to z pewnością
zaleta, stanowi niemal totalny brak wszelkiej infrastruktury po drodze,
poza chyba wspominanym już Wielbarkiem.
Trzeba więc starać się o noclegi we własnym zakresie, a żeby spłynąć
bocznymi dopływami, należy oczywiście zapewnić sobie jakąś formę
transportu. Jeśli jednak ktoś ma ochotę powiosłować trochę po rzadko
uczęszczanych akwenach, Omulew jest z pewnością godna polecenia.Zobacz galerię zdjęć Omulwi.
|