Login: Hasło: Rejestracja
j.polski english

Kwestionariusz

Andrzej Pilipiuk
"Moje magiczne miejsce to Wojsławice" 


Do udzielenia odpowiedzi na nasze magiczne pytania zaprosiliśmy Andrzeja Pilipiuka, wyróżniającego się twórcę polskiej fantastyki, piewcę polskiej wsi, który powołał do życia legendarną już postać egzorcysty-amatora - Jakuba Wędrowycza.



Czytaj całość
 
Vabank - Weltmeisterschaft! Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Asia   
"Vabank" i "Vabank II, czyli riposta", o ile nie są najlepszymi polskimi komediami w historii (zdaniem wielu są), to z pewnością najinteligentniejszymi. Znakomite dialogi, brawurowe aktorstwo i mistrzowska ręka Juliusza Machulskiego z drugiej strony kamery zrobiły swoje.

Jak wiadomo, jednym ze sportów narodowych Polaków jest cytowanie fragmentów polskich komedii we wszystkich możliwych sytuacjach. Gdyby przeprowadzić badania statystyczne, okazałoby się zapewne, że prowadzą "Miś", "Rejs", "Seksmisja" i z nowszych produkcji może "Chłopaki nie płaczą". Ale w tamtych filmach humor jest prostszy: operuje albo ewidentnymi absurdami (jak w pierwszych trzech), albo stanowi figlarną grę nowomową i operuje parodią ("Chłopaki...")


 

Oba "Vabanki" są inne. Na pierwszy rzut oka nie ma nic śmiesznego w scenie w teatrze zaczynającej się słowami:
 "O co znowu chodzi, panie Turwid?";
 albo
"przepraszam, chodziłoby mi o naszyjnik... o, ten... - To jest, ośmielam się zauważyć, bransoleta. Szanowny pan raczy wskazywać bransoletę";
czy wreszcie koronne:
"Duńczyk, powiada pan..., nie znam człowieka... - Jak to, przecież przez dwa lata był pana szefem! - Taak? Nie pamiętam, może byłem wtedy chory... - A teraz? - A teraz jestem zdrowy".

No i z drugiej części:
"to powiada pan, że on dzisiaj nie żyje?";
 czy
"odkąd podczas kręcenia filmu zgubiłem im czołg, nie pożyczą mi nawet pary onucy",
no i nieśmiertelne
"dwa mężczyzny w jednym łózku, kruca bomba, no musiałem zawiadomić policję".

Akcja obu filmów dzieje się w latach trzydziestych, w Warszawie. Czasy II RP są tu przedstawione w sposób nieco liryczny wręcz, wzbudzający nawet pewną nostalgię. Z więzienia wychodzi Henryk Kwitno, doświadczony kasiarz, schwytany na gorącym uczynku podczas napadu na bank. Przed więzieniem czekają na niego tajemniczy młodzi ludzie, namawiający go do przestępczej współpracy. Kwinto nie godzi się, lecz gdy dowiaduje się, że jego najbliższy przyjaciel rzekomo popełnił samobójstwo, zmienia zdanie. Poza Moksem i Nutą, werbuje jeszcze starego swojego przyjaciela, Duńczyka. Zwłaszcza, że nieco wcześniej wychodzi na jaw, że podczas feralnego skoku został wystawiony, a w śmierć przyjaciela zamieszany jest prowokator, który go wsypał, Kramer.

Druga część to historia zemsty Kramera, który po ucieczce z więzienia próbuje odegrać się na Kwincie.

Brzmi to wszystko jak fabuła dla sensacyjnego thrillera co najmniej. Ale jest tak naprawdę znakomitą komedią, subtelną, inteligentną i bardzo wyrafinowaną. Ale nie ma się co dziwić: za kamerą stał mistrz gatunku, Juliusz Machulski. Notabene, te dwa filmy to jego debiut. Niewątpliwie, było to "wejście smoka". Nastrojową muzykę skomponował znakomity Henryk Kuźniak. Przez plan zaś przewinęła się plejada polskich gwiazd ekranu: Jan Machulski, Leonard Pietraszak, Witold Pyrkosz, Ewa Szykulska, Marek Walczewski, Beata Tyszkiewicz, Janusz Michałowski.
Trzeba przyznać, że reżyser "Vabanku" ma niezwykle szczęśliwą rękę do dobierania nowych nieznanych twarzy. To dzięki niemu debiutowali, bądź zaistnieli dla szerszej publiczności Jacek Chmielnik, Elżbieta Zającówna, Krzysztof Kiersznowski, czy Ryszard Kotys.



 
następny artykuł »
Projekt i Wykonanie : www.vr24.pl - Wirtualne wycieczki i panoramy